poniedziałek, 11 czerwca 2012

Jak sama nazwa wskazuje, Euro sponsoruje amerykański fast food, zakład ślusarski z Japonii, dwaj koreańscy producenci samochodów i kilka innych firm, które co prawda nie wiedzą o co w tym euro chodzi, ale mieli luźne pieniądze, żeby lobbować UEFA na rzecz organizacji EURO2027 w Azejberdżanie. Wielkie korporacje oczywiście wydają miliony hrywien, żeby zaistnieć w świadomości wszystkich Polaków i przez najbliższe 5 lat kojarzyć się z sukcesem polskiej Reprezentacji. Do Euro 2012 podczepiają się także wszyscy wybitni specjaliści od marketingu, począwszy od babć sprzedających truskawki, tuż za ekranem akustycznym przy autostradzie A2 węzeł Konotopa, poprzez hydraulika Zdzisława, który od 1987 roku samodzielnie projektował i wykonywał instalację przeciwdeszczową z bambusa na Stadionie Narodowym, a na biznesmenach z sieci butików „Wszystko po 2,99” skończywszy.

Idąc tym jakże światłym tropem, pani Krystyna, która w Pekao jest odpowiedzialna, za analizę i raportowanie wykorzystania nowych technologii w pionie bankowości korporacyjnej współpracującej z komórką administracji zarządczej przy zarządzie banku, wpadła na pomysł, żeby do wydruku najnowszego raportu z badania stopnia zadowolenia pracowników FO, użyć starego, niepotrzebnego papieru, który walał się koło jej biurka od 2003 roku i stała się nieświadomie prekursorem nowej epoki. Jako jeden z miliarda niezbędnych do funkcjonowania banku, także i ten trafił na skromne biurko Vasco Da Gamy bankowości, pioniera innowacyjności i słońce czerwcowe, czyli Luigi Lovaglio - prezesa PKO Pekao SA. Prezes stwierdził, że skoro tak się stało to można wygospodarować te marne 40 mln na zmianę logo i jednym ruchem rzymskiego kciuka do góry dał znak do działania.

Nowe i stare logo:

Zapytany zaś na temat kontrowersyjnej zmiany powiedział mi tak: „Żubr będzie nam towarzyszył w codziennej pracy”. Co prawda w Kampanii Piwowarskiej nie wiedzą nic o planach prezesa Lovaglio, ale za to producent Żubrówki zaciera ręce: „Pekao ma ponad 1000 placówek i około 20 tysięcy ludzi. Nawet jak każdy weźmie tylko po pół litra na osobę, to wyjdzie tyle, że ch*j”.

Zwolenników rebrandingu nie brakuje. Co prawda nikt z pracowników szeregowych nie zgodził się podać imienia i nazwiska ani wypowiedzieć się dla celów niniejszego artykułu, ale nastroje są pozytywne. Odśpiewali słynny hymn Pekao i poszli cieszyć się nowymi patriotycznymi kolorami firmy. „Jak w kołchozie!” – dało się słyszeć, radosne okrzyki z tłumu oddalających się pracowników.

 

Wracając do analogii z Euro2012 (żeby nie pomylić z miliardami Euro, jakie wartkim strumieniem popłyną do banków w Hiszpanii), należy także odnieść się do kilku zawistnych osobników, zwanych dla niepoznaki ekspertami, którzy twierdzą, że zmiana logo to samobój. Podają niczym niepotwierdzone plotki jakoby klientom te dwa banki, czyli Pekao SA i PKO BP myliły się w powszechnym pojmowaniu rzeczywistości. Przy czym ponoć Pekao było określane jako „Pekao z żubrem” i to jest ta wartość dodana, do której odnoszą się owi eksperci. Opinia ekspertów z Rzymu jednoznacznie mówi o tym, że ta okrągła sraka w kolorach czerwono-białym będzie lepszym wyróżnikiem i bardziej rozpoznawalnym znakiem, niż jakiś wymarły gatunek bydła.

Czy faktycznie zdarzy się tak jak prorokuje konkurencja z innych banków, że klienci zaślepieni do tej pory logo z żubrem, otworzą nagle oczy i dojrzą, że za otoczką jednego z największych polskich banków, stoi cosa nostra? Osobiście wątpię, ponieważ zapewne większość z nich jest już dawno po lobotomii i żyje w przekonaniu, że ich renta wpływa do PKO BP.



czwartek, 31 maja 2012

Dla osób nie w temacie, przypomnę, że coś ponad rok temu Rajzefajze zdecydował się kupić grecką maszynę do zarabiania pieniędzy opartą o polskie światłe umysły, czyli Polbank.

Austriacy po czasie zorientowali się, że jak zaczną kręcić nosem to dostaną jeszcze w gratisie Kretę, Lesbos albo chociaż Akropol. Grecy jednak stanęli murem, niczym mitycznych 300 Spartan i zdecydowali się dorzucić dwa kilo salami z kurczaka kupione na przecenie w Biedronce.

Tak oto Grecy zrobili interes życia, a Austriacy zdecydowali się wprowadzić wiele udogodnień dla swoich klientów, które to całą transakcję pozwolą sfinansować. Sam bym się chętnie dorzucił do produkcji nowych szyldów z piękną i dźwięczną nazwą Raiffeisen Polbank, ale w tym miesiącu zdecydowałem kupić jednak jedzenie dzieciom.

Jak ostatnio rozmawiałem z Prezesem Czarneckim, to mówił o wielkich planach, o nowoczesnej instytucji, ale teraz to może być trudno, skoro ma garb w postaci jednego z bardziej zacofanych banków w Polsce. I nie piszę tutaj o Polbanku ;).

Żeby umilić klientom zmiany organizacyjno-prawne oraz żeby DK, DF, RM i inne trybiki miały co robić, zdecydowano się na subtelne podwyżki, które na pewno pozwolą zoptymalizować liczbę klienta, o który przecież wbrew centrali usilnie walczą wszystkie wymienione powyżej literki.

Przez ostatnie 1,5 roku ludziom się tylko poprawiało, więc teraz jak ktoś chce mieć zwykłe konto Comfort, to zamiast 2,5 tys musi przelewać 4 tys wypłaty i nie ma problemu. Jak nie przeleje to symboliczna dycha miesięcznie, zostanie subtelnie przeksięgowana na konto przychodów prowizyjnych i też wszyscy są szczęśliwi.

Ci z naiwnych klientów Rajzefajze, którzy chcieli poczuć się wyjątkowo i dali się namówić na konto Premium, to oczywiście sama elita i Top50 z listy polskich milionerów, więc nie zrobi na nich wrażenia fakt, że ich nędzne wpływy w kwocie 8 tys zł, zostaną przykładnie ukarane opłatą w wysokości 49 zł co miesiąc. Od czerwca wpływy powyżej 10 tysięcy znaczą coś dla Raiffeisena i tylko przy takiej kwocie łaskawcy nie będą łupili za prowadzenie rachunku. Jak się chce korzystać z wątpliwej przyjemności rozmawiania z infolinią, która dla niepoznaki została nazwana Concierge lub korzystać z obsługi wyspecjalizowanego we wciskaniu struktur pracownika, których sam nie rozumie co sprzedaje, ale ma za to plan, to warto zapłacić te 49 złotych.

Osoby, które zapomną, że mają jakieś konto w Rajzefajze, mogą nagle obudzić się z optymalnymi rozwiązaniami dotyczącymi budowy portfela inwestycyjnego i ogromnym saldem niedozwolonego debetu, który na pewno zostanie świetnie wykorzystany na nowego iPada w każdym oddziale.

niedziela, 05 września 2010

Wszystkie informacje dotyczące oferty konto bez kantów zaczerpnąłem ze strony http://kontobezkantow.pl/.

Podstawowa rzecz jest taka, że są dwa regulaminy. Regulamin prowadzenia konta osobistego, oraz regulamin systemu premiowego. W regulaminie systemu premiowego jest zapis, że organizator (czyt BOŚ Bank) może zakończyć promocję bez uprzedzenia i w dowolnym terminie.

Zakończenie okresu premiowego nie oznacza zakończenia umowy konta, więc jak tylko BOŚ bank stwierdzi, że klientów ma dosyć uwiązanych, to powie sobie dość.

Podstawowa zasada jest taka, że osoba otwierająca konto zostaje objęta programem premiowym. Program premiowy polega na tym, że bank będzie płacił za korzystanie z konkretnych usług.

Polecenie zapłaty dość dobrze wiąże z bankiem, więc jest najlepiej płatne. Za każde z pięciu ustanowionych (opłata za ustanowienie 3 zł/sztuka oraz taka sama kwota za odwołanie)  poleceń zapłaty klient zyskuje co miesiąc 3 zł (czyli maksymalnie 15 zł).

Dodatkowo premiowane są przelewy jednorazowe oraz zlecenia stałe (każde jedno to zysk 1 zł). Zyskać możemy maksymalnie 10 zł. Każde ponad limit nie jest premiowane.

Zyskujemy także korzystając z karty kredytowej i debetowej. Koszt wydania karty debetowej to 0 zł, ale już za kolejny rok użytkowania musimy zapłacić 20 zł. Za każde zapłacone kartą 100 zł bank naliczy na nasze konto premię 1 zł. Tutaj górnego limitu nie ma, więc może być sytuacja, że wydamy w miesiącu 6000 zł i to nam da obiecaną premię 60 zł miesięcznie.

Oczywiście od zarobku musimy odliczyć 10 zł - koszt prowadzenia rachunku. Na czysto jesteśmy więc co miesiąc w optymalnym wariancie 50 zł. O ile oczywiście Urząd Skarbowy nie poprosi o odprowadzenie podatku od uzyskanej od banku premii.

Na podanej stronie można sobie policzyć ile faktycznie zarobi się po przeniesieniu konta. Ja sobie na palcach liczę, że mój zarobek nie będzie astronomiczny dlatego zostanę tu gdzie jestem.

czwartek, 02 września 2010

Jak donosi dzisiejsza Rzeczpospolita, po niemal dwóch latach obecności na polskim rynku bankowym i niemal 4 prezesach, Allianz zamierza powiedzieć pass i porzucić swoją działalność charytatywną na polu bankowym.

Allianz Bank chce sprzedać polskie oddziały

Nie tak dawno poświęciłem 5 minut, żeby rozpisać się nad drogą do sukcesu Allianz Bank, ale widać skupiałem się za mało, bo i to nie pomogło.

Najbardziej zainteresowany zakupem jest Alior, gracz dosyć agresywny. Za pewne po przejęciu portfela i skorygowaniu oferty depozytowej, większość klientów wróci z powrotem do Pekao SA.

środa, 01 września 2010

Zadałem sobie trochę trudu i poszukałem banków na fb. Zaciekawiło mnie kto i do czego wykorzystuje ten portal. Jest mBank w dwóch odsłonach (polska - 4705 fanów, słowacka - 1801 fanów). Można wyrazić swoją opinię na głównej stronie. Po polsku i żale, i smutki, ale też i pochwały się zdarzają. Po słowacku, pewnie to samo, ale moja znajomość słowackiego ostatnio podupadła, więc nie będę się zarzekał. Brak zakładki dyskusje.

Obecność Aliora dziwić nie może, bo to przecież bank nowoczesny. Niusy wszelkiej maści i treści, ale użytkownicy mogą tylko komentować. Brak zakładki dyskusje. Osób dla, których Alior jest bóstwem znalazło się 1575 na razie.

Bank Pocztowy lubi 273 osób, a pewnie jeszcze kilka w centrali pracuje. PR rządzi na tej stronie, choć bank daje możliwość zamieszczania swoich wywodów wichrzycielom oraz swoim klientom targetowym. Zakładka dyskusje jest, ale echo tam hula.

BZ WBK to medialny nr 1 ostatnimi czasy. I pod względem obecności w pasmach reklamowych, i pod względem wróżenia z fusów, komu się dostanie ten łakomy kąsek i czy ością w gardle nie stanie. Fanów ma 4.600. Aktywność biura prasowego/marketingu wysoka. Można dodać swoją opinię, ale brak zakładki dyskusje. Jest na osłodę zakładka Bank pomysłów, gdzie można zachęcić bankierów do wprowadzenia wymarzonej innowacji.

Nie klikajcie w cholerne quizy Eurobanku. Co prawda 300 osób to lubi, ale ani to śmieszne, ani pożyteczne. Nie ciekawego nie znalazłem. Brak zakładki dyskusje.

Nawet się nie spodziewałem, że Meritum Bank mnie i te 63 osoby czymś zaskoczy. Brak możliwości zamieszczania opinii, brak zakładki dyskusje.

Multibank lubi jeszcze 1078 osób. Pewnie przestaną lubić jak się dowiedzą o podwyżkach... Wyżalić można się zamieszczając opinię, ale brak zakładki dyskusje.

Stronę Nordea lubi 289 osób. Można ogłosić u nich, że szuka się wyjścia ewakuacyjnego z Multibanku, albo, że jest 1 września. Podyskutować też można, ale monotematycznie.

Konto użytkownika Volkswagen ban Direct sprawia wrażenie z deka nieświeżego. Nawet zapytanie jak szybko odpowiadają na e-mail pozostało bez odpowiedzi. Trochę lipa. Te 78 osób, które z zapartym tchem śledzi losy VW BD musi być zawiedziona.

Podsumowanie będzie krótkie, bo morał jest taki: facebook facebookiem, i tam znajdę braki.

niedziela, 22 sierpnia 2010

W połowie lipca szukałem ubezpieczenia OC i w końcu skorzystałem z porównywarki rankomat.pl, o czym napisałem tutaj Ubezpieczenie samochodu rankomat.pl. Na PRnews wzięli się poważnie za temat porównywarek Test porównywarek OC, z tym, że jak to często bywa, przy okazji robienia zestawień, nie udało się autorkom uniknąć błędu. Oczywiście od razu to wytknąłem. Dziwi mnie tylko fakt, że trzem osobom nie udało się zweryfikować tak prostej sprawy jak stawka za zakup polisy.

piątek, 20 sierpnia 2010

nie wiem jeszcze jak mój kredyt jedyny, wypieszczony, ukochany. Nie dowiedziałem się, czy się uruchomił. Dowiem się w poniedziałek. A do poniedziałku mogę sobie zanucić w duszy klasyka (żona zabrania mi śpiewać, nucić i gwizdać).

sobota, 14 sierpnia 2010

kredyt, o którym pisałem >tutaj< zbliża się ku końcowi lub ku katastrofie. Umowę w końcu udało się podpisać, z tym, że oczywiście jeszcze nie dostałem umowy przelewu wierzytelności od dewelopera. Kurcze, każdy z którym pracowałem do tej pory wystawiał takie pismo od ręki, a tu ZONK! Będzie na poniedziałek. W poniedziałek wysyłam komplet dokumentów do uruchomienia.

Jednym z warunków uruchomienia jest dostarczenie zaświadczenia o zamknięciu karty kredytowej. Zaświadczenia klient nie otrzyma dopóki karta nie zostanie faktycznie zamknięta, a to trwa od 30 do 90 dni. Pytałem co może dostarczyć w zamian i okazało się, że ewentualnie analityk przyjmie ostatni wyciąg z saldem zerowym. Tia. Wyciąg z kwietnia do ostatnich nie należy, więc pewnie okaże się, że w czwartek czy piątek dostanę piękne info, że uruchomienie wstrzymano.

Szlag mnie przez to już teraz trafia, ponieważ klient powiedział, że on nic więcej nie ma, mieć nie będzie i jeśli my tak, to on ma to w nosie i podpisuje umowę gdzieś indziej. No super, świetnie. Poza tym, że mam wrażenie, że klient blefuje, to jednak wolałbym uniknąć takich problemów.

Może się okazać, że przyszły tydzień, albo następny będę walczył o uruchomienie tego kredytu. Super.

Nachodzą mnie wątpliwości. Złożenie wniosku o zamknięcie karty nie oznacza jej zamknięcia. Jeśli klient wycofał swoją dyspozycję, to będzie problem. To już nawet nie moje ryzyko, więc nie wiem jak mogę przekonać osoby odpowiedzialne, żeby uruchomiły ten kredyt.

Jeszcze jedno ale. Klient przy podpisywaniu umowy zdziwił się, że będzie musiał zapłacić ok 7 tys opłat za ubezpieczenia. Super, świetnie, tylko ja mu o tym kilka razy mówiłem.

Skończyło się na tym, że na dyspozycji uruchomienia zrobiliśmy dopisek, że dwie składki zostaną pobrane z kwoty kredytu przeznaczonej dla klienta. Tylko czy to przejdzie, to ja nie mam pojęcia.

Trochę za dużo znaków zapytania jak na mój perfekcyjnie poukładany plan.

środa, 11 sierpnia 2010

Na blogu Subiektywnie o finansach, Maciej Samcik opublikował artykuł Tajemnice Rekomendacji S: czy nadzór wytnie młodzież z rynku hipotecznego?. Artykuł dotyczy pomysłów, które KNF zamierza wprowadzić w życie, w celu zwiększenia bezpieczeństwa kredytobiorców, banków, systemu i wszystkiego co się rusza.

Poruszony do głębi, zamieściłem na blogu pana Samcika, komentarz do tego wpisu:

Mi jako kulturalnemu bankowcowi nie wypada kląć, zwłaszcza publicznie, ale tylko brzydkie słowa przychodzą mi do głowy, po przeczytaniu tego artykułu. 

Proponuję zakazać udzielania kredytów walutowych, osobom z wąsami, oraz tym co spowiadają się tylko dwa razy do roku. Osoby rude też nie są wiarygodne kredytowo, więc dostaną kredyt na 80% LTV, jeśli udokumentują, że mają 50% wkładu własnego, ale pod warunkiem, że bank BNZ w Nowej Zelandii zgodzi się udzielić kredytu denominowanego w jenach na zakup 2 lokali mieszkalnych na francuskiej riwierze.

Proszę Państwa, choćby KNF się zsikał, to nie jest w stanie ustrzec rynku bankowego przed złymi kredytami. Przeprasza, jest w stanie, zakazując zupełnie udzielania kredytów i tak sobie myślę, że może do tego to dąży. KNF zapomina chyba, że oprócz tego, że jego rola to ochrona nas wszystkich, to banki nie są takie głupie jak się może wydawać i same też potrafią szacować ryzyko. Myślę nawet, że mają większe doświadczenie w szacowaniu ryzyka niż nadzorca spoglądający z góry na ogólny obraz.
Jeśli KNF, przy obecnie, ograniczonej akcji kredytowej, patrzy bankom na ręce i kombinuje, co by tu jeszcze spieprzyć (przepraszam, inaczej nie potrafię tego ująć), to mam wrażenie, że działa ze sporym poślizgiem.

Pamiętacie co działo się 5-6 lat temu? Pamiętacie jakie warunki dostawali kredytobiorcy ubiegający się o kredyt w 2007-2008 roku? Wiecie jakie ryzyko przyjęli oni na siebie podpisując umowy z minimalną marżą, po dosyć niskich kursach? Wiecie, że takie osoby szybko nie wykaraskają się ze swoich kredytów nawet jeśli będą zmuszone sprzedać mieszkanie? Oczywiście, rozumiem, że obecne działania KNF mają na celu nie dopuszczenie do takiej sytuacji w przyszłości i stąd coraz to nowe pomysły. Tylko, że w chwili obecnej to jest "musztarda po obiedzie", ponieważ po pierwsze warunki kredytowania są inne niż były 2 lata temu, po drugie sytuacja gospodarcza jest inna niż była 2 lata temu, a po trzecie, banki w swoim (i swoich akcjonariuszy) najlepiej rozumianym interesie nie dają już kredytów byle komu. Ryzyko jest zarówno przy kredytach walutowych jak i tych, udzielanych w PLN. W obu przypadkach może wzrosnąć już niedługo stopa procentowa, w obu przypadkach trudno oczekiwać wzrostu wartości nieruchomości, w przypadku kredytów walutowych dochodzi ryzyko kursowe. Trzeba jednak pamiętać, że pomimo tych wszystkich opcji, kredyty w walutach są jeszcze najczęściej tańsze niż w PLN i dzięki temu gwarantują większe bezpieczeństwo finansowe.

W artykule jest uwaga, że żeby dostać kredyt każdy będzie musiał udokumentować, że stać go na kredyt spłacany przez okres 25 lat. Nawet jeśli wnioskuje o 40, czy 50 letni okres spłaty.

Postanowiłem dokładnie sprawdzić jaka jest zależność pomiędzy zdolnością kredytową, wysokością raty i  okresem kredytowania. Przy użyciu prawdziwego kalkulatora hipotecznego policzyłem te wartości dla złotówek i euro, przy marży odpowiednio 2% i 2,8%. Średnie wartości marż wziąłem z aktualnego zestawienia >Ranking kredytów mieszkaniowych Gold Finance 06.08.2010<.

Dla złotówek przy oprocentowaniu 5,86% wartości są następujące:

  • 25 lat - rata 1780 zł (1-444.700, 2-254.000)
  • 30 lat - rata 1654 zł (1-474.000, 2-315.300)
  • 35 lat - rata 1570 zł (1-495.000, 2-379.500)
  • 40 lat - rata 1513 zł (1-510.000, 2-446.400)

W euro kredyt oprocentowany 3,65% to:

  • 25 lat - rata 1497 zł (1-342.100, 2-154.900)
  • 30 lat - rata 1364 zł (1-364.600, 2-190.400)
  • 35 lat - rata 1242 zł (1-380.700, 2-227.400)
  • 40 lat - rata 1167 zł (1-392.300, 2-265.800)

Wartość oznaczona 1 to maksymalna zdolność kredytowa w danej walucie na dany okres kredytowania. Wartość oznaczona jako 2 to kwota odsetek, które kredytobiorca zapłaci przez cały okres kredytowania.

Wnioski z tego zestawienia są takie, że jeśli już ktoś ma zdolność kredytową, żeby uzyskać kredyt w walucie, to zwykle płaci mniej, większa szansa, że będzie spłacał kredyt szybciej i poniesie mniejszy koszt odsetkowy.

Jeśli ktoś decyduje się na kredy na 40 lat, to jego oszczędność miesięczna wyniesie 260 zł w skali miesięcznej, w porównaniu do kredytu z okresem kredytowania 25 lat, ale dopłaca prawie 200.000 zł w odsetkach.

Jeszcze inaczej, dla kredytu w złotówkach rata przy okresie kredytowania 40 lat jest mniejsza o 15%, w porównaniu do 25 lat kredytowania. Zdolność kredytowa jest większa o 15%, ale koszt odsetkowy jest większy o 76%!

Tak jak pan Samcik, wysuwam tutaj tezę, że nikt kto nie musi, nie zdecyduje się na okres kredytowania 40 lat. Należy przy tym zauważyć, że dla kredytu w euro, nawet przy okresie 40 lat, zdolność kredytowa jest o ok 12% niższa, niż dla złotówek (25 lat).

Wnioski są takie, że KNF, dbając o dobro narodowe jakim jest kredyt w PLN, próbując ograniczyć ryzyko walutowe, faktycznie narzuca na kredytobiorców dodatkowe obciążenie  finansowe. Piszę to w pełni świadomie, jako pracownik banku zajmujący się kredytami hipotecznymi, oraz jako osoba, która od 4 lat spłaca ratę kredytu walutowego o 200 zł niższą niż porównywalnego w złotówkach.

sobota, 07 sierpnia 2010

Możecie się śmiać, ale ja mam plan.

Plan mój jest długoterminowy. Obejmuje najbliższe trzy lata.

Obecnie w mojej pracy jest trochę zamieszania. Szefowa poszła na zwolnienie i nie będzie jej przez najbliższy miesiąc może dwa. Niby powinienem się cieszyć, że nikt nie będzie mi stał nad uchem i sprawdzał co chwilę ile sprzedałem, ale prawda jest taka, że sam mam doskonale świadomość tego, że ostatni miesiąc upłynął na leniwym przeczekiwaniu do 9 do 17 i czas to zmienić. Potrzebne są działania i potrzebne są wyniki inaczej cały oddział zostanie postawiony pod ścianą. Teoretycznie nie powinno mnie to obchodzić, teoretycznie odpowiadam tylko za swój plan, za swoich klientów i za swoje przychody. Teoretycznie. Kiedy przyszło mi wysłać raport sprzedażowy do dyrektora regionalnego, to stwierdziłem, że nie ma się czym chwalić. Jestem pewien, że on też chciałby inne liczby tam widzieć. Świadomość, że będziemy rozliczani z naszych wyników i indywidualnie i jako oddział działa motywująco. Już raczej nie mogę się tłumaczyć słabą znajomością procedur. Przeszedłem już wszystkie podstawowe warianty sprzedażowe od strony technicznej i wiem, że to nie jest problem. Problemem teraz jest poświęcić sporo czasu, żeby pokazać wyniki.

Oczywiście na te działania nie mam całych trzech lat. W zasadzie to mam jeszcze dwa miesiące około. Potem wóz albo przewóz. Jestem dobrej myśli. Wiem jaka jest moja wartość, wiem, że dużo potrafię. Najbliższe miesiące to pełna mobilizacja, ponieważ zbliża się koniec roku i trzeba będzie rozliczyć cały burzliwy okres w dziejach mojego oddziału. Potem kolejne etapy działania na drodze do ostatecznego celu, który będzie oczywiście kolejnym etapem.

Mój cel na najbliższe trzy lata to awans w ramach struktury lub poza nią. Awansować chcę na dyrektora oddziału banku. Trzy lata to czas optymalny ze względu na różne czynniki wewnętrzne i zewnętrzne. Po pierwsze muszę się jeszcze wiele nauczyć jeśli chodzi o moją pracę. Muszę pokazać, że jestem efektywnym pracownikiem jeśli chodzi o zadania, które mi powierzono. Po drugie, muszę zbadać możliwości, które mam wewnątrz instytucji, w której pracuję. Po trzecie, muszę zbadać jakie opcje daje konkurencja. Po czwarte, muszę podjąć decyzję i powziąć odpowiednie kroki w celu realizacji mojego planu. Jak już uda mi się mój plan wcielić w życie, to zacznę realizować następny.

Skąd wiem, że mi się uda? To bardzo proste. Znam wiele osób pracujących w bankowości. Mało kto chce brać na siebie odpowiedzialność większą niż musi. Wiem, co spadało na dyrektorów w mojej poprzedniej pracy i wiem co dzieje się w tym banku. To nie jest dla każdego. To jest dla mnie!

Wy czytając tego bloga będziecie mogli mi kibicować lub też przeciwnie. Plan został zapisany. Teraz nie ma odwrotu.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6
stat4u